Kronika imprez z 2018 roku
Spis treści
Noworoczny spacer rowerowy

01.01.2018

Nie będę pisał za każdym razem, że były bale, zabawy, prywatki itp. bo to jest oczywiste. Po prostu Sylwester był dzień wcześniej, a w dniu pisania tych słów mamy Nowy Rok. Przed nami nowe 365 dni, które tak jak pustą księgę wypełnimy - strona po stronie.

W poniedziałkowe noworoczne południe na cieszyńskim Rynku zameldowała się rekordowa liczba uczestników - przyjechało nas 18. Nie wiem, czy to przypadek, ale w pierwszym dniu nowego 2018 roku akurat zjawiło się 18 uczestników. Analogicznie było w 2013 roku, kiedy było nas równo 13. Ciekawe…

Pisząc tą notatkę, uświadomiłem sobie jeszcze jedno. Jest to już nasze dziesiąte noworoczne spotkanie rowerowe. A więc było nie było jubileuszowe, ale nikt na to nie wpadł. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Cała nasza osiemnastka, w której bardzo mocno wyróżniała się grupa Mikołajów i “elementów” mikołajopodobnych, ruszyła z Rynku ulicą Głęboką, Zamkową i Bednarską na Czarny Chodnik. Tam postanowiliśmy przetestować fragment ścieżki rowerowej, która powstała przy przebudowanej/wybudowanej ulicy Hajduka (po małych poprawkach będzie nadawać się do użytku) – niestety - ścieżka kończy się w polu - taka to już nasza polska rzeczywistość. Później ulicami Ustrońską i Słowiczą dotarliśmy na Mnisztwo. Największa górka na naszej trasie została pokonana, i jak na początek roku, to muszę przyznać, że z kondycją nie jest źle.

Później ulicą Jastrzębią zjechaliśmy na dół tylko po to, żeby znów wdrapać się na następną górkę na ulicy Dębowej i to była ostatnia górka wycieczki - no chyba, że ktoś ma pod górkę do domu. Następnie już spokojnie aleją Łyska i przez kładkę sportową na czeską stronę dotarliśmy do ulicy Zamkowej, z której wzdłuż Młynówki aleją Piastowską pojechaliśmy na metę naszej wycieczki - do domu Kasi Holeksy. W progu powitała nas Jej mama pani Ela. Całą ekipą zapakowaliśmy się na drugie piętro, do mieszkania Kasi i tam się gościliśmy…

Na tym opis wycieczki zakończę. Kto chciałby wiedzieć więcej, to zapraszam w przyszłym roku.

Jarek - “Bystry”
Galeria
Walne zebranie sprawozdawcze za rok 2017

19.01.2018

Zgodnie z uświęconą latami tradycją na początku każdego roku podsumowujemy wyniki poprzedniego sezonu i określamy ramy działalności na ten nadchodzacy. W tym celu w sali SM Cieszynianka zebrała się dość liczna grupa 45 klubowiczów, aby podsumować dokonania zakończonego 51. seoznu czyli czyli pierwszego w drugim półwieczu klubu. Uczyniliśmy to w obecności znamienitych gości bowiem z PTTS-u przybyli: prezes - pani Halina Twardzik i szef sekcji kolarskiej Robert Wałaski, natomiast macierzysty Oddział PTTK reprezentował prezes Jacek Tyczkowski.

Zebranie rozpoczęto od wspomnienia naszych bliskich i przyjaciół, którzy w ubiegłym roku odeszli na drugą stronę. A byli to: w styczniu „Ociec” - Jan Pawlik przodownik turystyki kolarskiej i dawny członek Ondraszka, we wrześniu Ryszard Syrokosz i Lucjan Jurys z cieszyńskiego Oddziału PTTK oraz w październiku Ewald Bereska z Klubu Kolarskiego „Gronie” z Tychów. Choć nie wszyscy wymienieni byli członkami klubu, jednak uczynili dla naszego klubu wiele dobrego.

Prowadzenie zebrania powierzono „Czornej” - Alicji Wlach mającej w tym względzie duże doświadzcenie a wspierali ją w funkcji wiceprezesa „Rechtor” - Zbyszek Pawlik oraz sekretarza „Bystry” - Jarek Rezmer.

Realizując uchwalony scenariusz kolejno swoje sprawozdania złożyli prezes klubu, następnie Komisja Rewizyjna oraz skarbnik. Dokonania minionego sezonu oceniono pozytywnie, nie licząc problemów wynikających z perturbacji pogodowych, która co nieco pomieszała w realizacji planów oraz trochę kulejącej współpracy z PTTS-em. Do tego ostatniego odniosła się w swojej wypowiedzi Halina Twardzik przyznając, że nie był to najlepszy rok w tym zakresie. Podjęto jednakze środki zaradcze stąd właśnie obecność nowo wybranego szefa sekcji kolarskiej. Zapowiedziała również osobiste włączenie się do organizacji rajdu do ujścia Olzy.

Następnie szef Terenowego Referatu Weryfikacyjnego „Paparazzi” - Piotr Hamera złożył sprawozdanie ze swojego podwórka oraz wręczył „Ziołowemu” - Andrzejowi Nowakowi zdobytą odznakę „Turistika se Sokolem” autoryzowaną przez TJ Sokol z Czeskiego Cieszyna. Tym samym rozpoczął najprzyjemniejszą część naszego spotkania czyli rozstrzygnięcie konkursów.

„Kropelka” - Władek Zmełty sędzia tradycyjnego konkursu na Najaktywniejszego turystę kolarza sezonu ogłosił, że w roku 2017 w tym współzawodnictwie zwyciężyli:

  1. miejsce 152 pkt „Wędrowniczek” - Leszek Szurman
  2. miejsce 126 pkt „Gwarek” - Kazimierz Szewczyk
  3. miejsce 112 pkt. „Szykowno” - Beata Szarzec
  4. miejsce 100 pkt „Bystry” - Jarek Rezmer
  5. miejsce 92 pkt „Rechtór” - Zbyszek Pawlik

Niezagrożona pozycja „Wędrowniczka” nikogo nie zdziwiła gdyż dzięki swojej całoroczmnej aktywności, o czym była molwa w sprawozdaniu, daleko odjechał pozostałym klubowiczom. Ostatno też na wysokich miejscach plasuje się „Szykowno” i „Gwarek” reprezentujacy nasz klub na zlotach UETC. Zwycieżcy otrzymali gromkie brawa, dyplomy a do III miejsca też nagrody rzeczowe.

Nastepnie wyłonione na zebraniu jury konkursu na Najciekawszą wycieczkę sezonu 2017 w składzie „Ziołowy” i „Paparazzi” zebrali imienne karty konkursowe zawierające spis ubiegłorocznych wypraw z przyznaną punktacją. Po ich podsumowaniu okazało się, że najbardziej się podobała kulinarna wyprawa na smażenie jajecznicy „Kropeki” otrzymując 43 pkt, następnie zakończenie sezonu na Chełmie autorstwa duetu „Ośki” i „Bystrego” - 37 pkt, a nieznacznie za nim uplasowała się wycieczka „Odkryjmy uroki Jaworza” w opracowaniu Rechtora z pomoca W. Nowaka (33 pkt). Autorzy tych wypraw otrzymali nagrody rzeczowe oraz dyplomy. Dyplomy natomiast trafiły do „Unisono” i „Rechtora” za organizację rozpoczęcia sezonu (25 pkt warto podkreślić, że z powodu dość ekstremalnej pogody było nieco improwizowane) oraz dla klubu za organizację XX Jubileuszowego Rajdu Rodzinnego (18 pkt). Nagrody rzeczowe w obu konkursach były kuponami do realizacji w wytypowanych warsztatach rowerowych.

Na zakończenie tego uroczystego bloku prezes Oddziału PTTK Jacek Tyczkowski wręczył dyplomy Oddziału PTTK za wyjątkowe osiągnięcia w roku sprawozdawczym. Otrzymali je:

  • Małgosia i Kazik Holiszowie za przygotowanie i realizację obozu kolarskiego na trasie Dużego Rajdu Dookoła Polski i niezłomną postawę pomimo poważnych problemów zdrowotnych.
  • Włodek Nowak za szczególną aktywność przodownicką wyrażającą się w zaangażowaniu w pracach komitetu organizacyjnego zlotu Odziałów PTTK w Bielsku-Białej i organizacji dalszych wycieczek zaplanowanych w klubowych propozycjach.

W panelu dyskusji omówiono niektóre propozycje z planu na rok 2018. Dodatkowo zebrani podjęli jeszcze dwie uchwały:

  1. dnia 08.06.2018r. organizację imprezy rowerowej dedykowanej dla dzieci i młodzieży pod nazwą „Dzień Dziecka z Ondraszkiem”.
  2. rozszerzenie punktacji na Najaktywniejszego turystę klubu o dodatkowe dyscypliny turystyki kwalifikowanej uznanej w PTTK w formie odznak do zdobywania (kajakarstwo, turystyka piesza nizinna itp.).

I na tym zebranie zakończono. Należy jeszcze dodać, że przez cały czas w tle można było podglądać fotoreportaż z poszczególnych wypraw omawianego sezonu przygotowany przez „Paprazazzego” konsumując drobny poczestunek (kawa, herbata, ciasteczka, woda mineralna) przygotowamny przez klubowe koleżanki.

Jako, że teorię mamy za sobą więc pozosrtaje tylko czekać aż przyjdzie wiosna i wtedy przystąpimy do praktycznej realizacji omówionych pomysłów.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Szalenie ekskluzywny ondraszkowy bal przebierańców

10.02.2018

Pytanie: Czy jest takie miejsce na Ziemi, gdzie jednocześnie mogli się spotkać Zorro, Kleoptara, Szara Eminencja, Subiekt, Kucharz i inne postaci różnych stylów i epok?

Odpowiedź: Jest! I to właśnie nastąpiło o godz. 17:03 na ostatnim karnawałowym rzutem na taśmę na Ondraszkowym balu przebierańców, który odbył się w restauracji „Pod Dębem”. Organizacji podjęła się „Kociak” - Irena Dzikowska przychylając się do postulatów klubowiczów, którzy zapamiętali podobne wydarzenie organizowane dwa lata temu. Za konsolą stanął równie dobrze znany DJ „Rewor” - Leszek Porębski serwując bardzo wysublimowaną muzykę, a wodzirejem został „Rechtór” - Zbigniew Pawlik. Natomiast o kulinaria w całkiem konkretnych ilościach i smakach zadbała już obsługa restauracji.

Jak powszechnie wiadomo poziom zabawy jest taki, jacy są jej uczestnicy. A na naszych balach towarzystwo jest i było wyśmienite, gdyż zawsze stawialiśmy na jakość przed ilością. Bal przypominał zatem całkiem niewielką prywatkę z udziałem 22 uczestników, w tym 4 sympatyków. Za to z przebraniami wszyscy wspięli się na wyżyny pomysłowości, więc efekty były powodem całej kupy śmiechu. Przy okazji ujawniła się również para, która już w tym roku stanie na ślubnym kobiercu, co było też powodem kilku kolejnych toastów.

Kulminacją zabawy były tajne – a jakże! wybory balowej pary królewskiej w konkursie na najciekawsze przebranie. Ostatecznie Królową została Kleopatra w interpretacji Danki Biedy, a Królem bezapelacyjnie wybrano Mariusza Urbanka, który wcielił się w rolę Szarej Eminencji. A uczynił to tak dobrze, że się zastanawialiśmy wszyscy, czym on mógł być w „poprzednim wcieleniu”.

Para zasiadła na przygotowanym tronie, a reszta imprezowiczów oddała im należny hołd. I tak przy dobrej muzyce i przeróżnych zabawach czas płynął szybko, więc ani się nie spostrzegliśmy, że zrobiło się trochę późno lub wcześnie, zależy jak spojrzeć na zegar… A, że mieliśmy umówione zakończenie imprezy około północy to fakt, że zakończyliśmy ją ok. 01:00 nie był wcale złym wynikiem. Na zakończenie uczestnicy aplauzem na stojąco podziękowali wymienionym „funkcyjnym”. Pozostały zdjęcia i wspomnienia, a także postanowienie, że choć rowerów z nami nie było warto taką imprezę powtarzać.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Narada Aktywu Kolarskiego województwa śląskiego

17.02.2018

To coroczne spotkanie działaczy z klubów, kół i komisji naszego województwa tym razem odbyło się pod znakiem jubileuszu 20-lecia działalności Klubu Turystyki Kolarskiej „Gronie” z Tychów. Przedstawicielami Ondraszka byli Roztrzapek, Bystry, Olo i Rechtór.

Obecny szef klubu Cezary Sawicki powitał licznie zebranych przedstawicieli (ok.70) w nowoczesnym kompleksie budynków Filmoteki na obrzeżu Tychów. Historię klubu w formie multimedialnej przedstawił jego długoletni prezes Krzysztof Okoński. Przy okazji wyjaśnił pochodzenie, według mnie dość zagadkowej, nazwy ”Gronie”. Otóż okazuje się, że nie ma nic wspólnego z górami-gróniami w naszym rozumieniu, lecz z gronem ludzi połączonych wspólnym celem lub nazwą górki skąd wypływa źródło o tej nazwie, wykorzystywane do produkcji złocistego Tyskiego. Hm..ciekawe.

Gronie w porównaniu z Ondraszkiem jest młodzieńcem, ma wielkie osiągnięcia, a wyspecjalizował się zwłaszcza w wyjazdach na zloty AIT, obecnie UETC. Bywało i tak, że na niektórych tyszanie byli jedynymi reprezentantami PTTK, a i obecnie część kolarzy z zaprzyjaźnionych klubów korzysta z transportu organizowanego przez Gronie. Choć jak na spore miasto (ponad 100 tyś. mieszkańców), klub jest nieliczny (44 osoby), jednak bardzo prężny. Rocznie organizują ponad 60! krótszych i dłuższych wycieczek, tym samym corocznie plasują się w czołówce konkursu ZGPTTK na najaktywniejszy klub w Polsce.

Zebrani mieli zatem powody przekazać jubilatowi wiele gratulacji, życzeń i pamiątek. My również wręczyliśmy okolicznościowy dyplom, proporczyk oraz jubileuszowy medal. Następnie Przewodniczący Komisji Turystyki Kolarskiej ZGPTTK Marek Koba omówił sprawy związane z niedawnym spotkaniem wyborczym w Warszawie i przedstawił skład komisji na bieżącą kadencję, po czym przystąpiono do wręczenia zdobytych wyróżnień. Był też i akcent Ondraszkowy albowiem vice-prezydent UETC - Staszek Karuga przekazał zdobytą przez „Szykownóm” - Beatę Szarzec odznakę UETC I stopnia. Gratulujemy!

W dyskusji poruszano wiele tematów, a nas zespół przedstawił propozycję organizacji zlotu przodowników turystyki kolarskiej w Zembrzycach, na bazie zebranych informacji podczas ubiegłorocznej wyprawy do miasta Jana Pawła II. Według nas organizatorem mogło by być konsorcjum klubów województwa śląskiego. Nie negując zasadności propozycji, wobec faktu, że najbliższy termin realizacji pomysłu to 2021 rok, postanowiono do tematu wrócić w niedalekiej przyszłości. Zobaczymy!

Spotkanie oprócz omówionej części informacyjnej miało również część krajoznawczą, w ramach której zwiedzaliśmy niedawno otwarty (2015r) stadion miejski. Nowoczesny w sylwetce obiekt na ok. 15 tyś. miejsc, robi naprawdę spore wrażenie. Z przewodnikami zwiedzaliśmy mieszczące się w nim muzeum tyskiego sportu. W ciekawie zaaranżowanej formie omawia dokonania tyszan w wielu dziedzinach sportu, lecz z naciskiem na piłkę nożną. Powodem było pewnie zdobyte wicemistrzostwo w extra klasie prze miejscowy klub. Choć zdarzyło się to był w dawnych czasach (w roku 1975), do dziś jest to mocno hołubione. Z wystawy wynikało jednak, że Tychy nie tylko piłką stoją, bo takie nazwiska jak Czerkawski (hokej), Hanusik (kolarstwo), czy Sawicki (alpinizm) to też Tyszanie!

W trakcie zwiedzania zauważyłem, że obiekt odzwierciedla też i ciemną stronę „sportu”. Bramy wejściowe przypominają wejście do fortecy, na widowni miejsca dla gości drużyny przeciwnej są wydzielone w osobnym sektorze ogrodzonym niczym bastion…

Po małym poczęstunku pożegnaliśmy się z przyjaciółmi z mocnym postanowieniem spotkania, teraz już na kolarskich szlakach…

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Memoriał kolarski im. M.Palowskiego

08.04.2018

Już po raz 11 Przyjaciele z PTTS-u, a konkretnie J. Štirba zwołał spotkanie w Alejkach Masaryka w Czeskim Cieszynie, aby spotkać się przy grobie Mariana i następnie pojechać na pierwszą wyprawę sezonu do Tyry.

Tym razem, w odróżnieniu od ostatnich dwóch lat, towarzyszyła nam piękna pogoda i było też wyjątkowo ciepło. Miało to niewątpliwy wpływ na frekwencję, gdyż w miejscu zbiórki zjawiło się nas aż 44 i co ciekawe po równej połowie przedstawicieli Ondraszka i Beskidzioków. Wraz z mężem przyjechała też pani H. Twardzik - prezes tej szacownej organizacji oraz R. Wałaski -szef tutejszych kolarzy. Był także obecny reporter z gazety „Głos” (dawniej Głos Ludu) i na gorąco zbierał wypowiedzi uczestników. Po serdecznych powitaniach dawno nie widzianych przyjaciół i znajomych wspólnie udaliśmy się na cmentarz, gdzie już oczekiwała nas Danusia (żona śp. Mariana) wraz z synem, W. Kristen oraz kilku znajomych.

Jak co roku wygłosiłem Słowo wspominając sylwetkę Mariana i jego dokonania. Zaśpiewaliśmy hymn PTTS-u „Szumi Jawor” oraz nastrojowy „Ojcowski Dom”. Głos zabrała również pani prezes Halina pozytywnie odnosząc się do wygłoszonej mowy oraz Danusia dziękując wszystkim za przybycie oraz pamięć. Wystąpienia te zostały również zarejestrowane przez reportera. Wspominając ostatnie spotkania w tym momencie zazwyczaj byliśmy już przemoczeni i zmarznięci, ale nie tym razem. Widać śp. Marianowi spodobała się nasza wytrwałość i uprosił najwyższe czynniki, aby pogoda nam towarzyszyła na całej wyprawie.

W sporym peletonie prowadzonym przez W. Niedobę pojechaliśmy zatem przez Sibicę, Ropicę i Końską do doliny Tyry głęboko wciętą między stoki Ostrego i Jaworowego. Naszym celem był znajomy mały bar, gdzie można było odpocząć, co nieco przekąsić i przyglądać się budzącej się wiośnie. Żeby jednak nie było za łatwo całą drogę walczyliśmy z porywistym wiatrem wiejącym nam prosto w twarz.

Tutaj też nasz prolog się zakończył, a w trakcie indywidualnych powrotów otrzymaliśmy super premię w postaci wiatru, który teraz mocno nam pomagał wiejąc w plecy. A że jeszcze było do tego z górki, to Trzyniec osiągnęliśmy przy zawrotnej szybkości ok. 30 km/godz., prawie nie używając pedałów. Tak udany prolog nastawił wszystkich bardzo optymistycznie do czekających nas następnych wydarzeń kolarskich, na które z niecierpliwością czekamy. Przejechałem 40 km.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
XI Zlot Oddziałów Województwa Śląskiego

14.04.2018

Zloty oddziałów PTTK organizowane przez Radę Prezesów PTTK województwa śląskiego na stałe zagościły do kalendarza imprez turystycznych. Tym razem na XI z kolei zlot zaprosił nas Oddział PTTK Ziemi Gliwickiej, a część rowerową zorganizował znany klub im. W. Huzy.

Tak się składało, że obaj organizatorzy byli jubilatami, gdyż Oddział PTTK obchodzi swoje 65-lecie, a klub Huzy jest niewiele młodszy, bo tylko o pięć lat. Zloty te też cieszą się sporym zainteresowaniem Ondraszków i od kilku sezonów wystawiamy sporą kilkunastoosobową drużynę. Tym razem okazało się, że nasz 15-osobowy team był najliczniejszy, co zostało zauważone i nagrodzone specjalnym dyplomem od organizatorów. Byliśmy też jedynymi przedstawicielami naszego Oddziału PTTK, albowiem tym razem nie było cieszyńskich piechurów.

Do wyboru mieliśmy dwie trasy rowerowe, a start przewidziano w Gliwicach lub Toszku. Meta obydwu była zorganizowana w Toszku na dziedzińcu XIV w. zamku, więc zrozumiałe, że większość Ondraszków (10) wybrała tą opcję. Organizatorzy podzielili cały, ponad 40-osobowy, peleton na dwa zespoły a wtedy wyruszyliśmy z miejscowego rynku. Pogoda była przepiękna - słoneczko raźno świeciło, ptaszki śpiewały, kwiaty kwitły, drzewa obsypane kwiatami, a więc wymarzony czas na rowerową wyprawę. Przejechaliśmy lokalną drogą przez Sarnów i Dąbrówkę i zagłębiliśmy się w las. Postój zarządzono na w uroczysku Hubertus na tzw. Polanie Śmierci. Ta ponura nazwa nawiązuje do wydarzeń z 1946r. Kiedy podstępem zwabiono tutaj oddział „leśnych” m.in. ze Śląska Cieszyńskiego i ich zamordowano.

Ruszyliśmy dalej i niebawem wjechaliśmy do wsi Jemielnica położonej już w województwie opolskim. Z daleka widoczna była wysoka wieża kościoła w pocysterskim kompleksie klasztornym. Cystersi przywędrowali tutaj z nieodległej Rudy końcem XIIIw., i gospodarowali aż do roku 1810r. Miejscowy przewodnik przybliżył nam ich barwną historię i dodatkowo zaprowadził nas na cmentarz francuski pochodzący z czasów napoleońskich. Jemielnica jest też centrum mniejszości niemieckiej. Na centralnym placu w 1992r. odbudowano mauzoleum niemieckich żołnierzy poległych w obu wojnach światowych, a i napisy w miejscach publicznych były dwujęzyczne.

Następny postój zarządzono przy uroczym małym wczesnogotyckim kościółku powołania Najświętszej Marii Panny we wsi Centawa. Następnie znów wjechaliśmy w las, aby niebawem zamknąć pętlę trasy w Dąbrówce. Teraz pozostało tylko wrócić do Toszka na metę. Aby nie powtarzać trasy postanowiłem wypróbować wariant po pieszej ścieżce przez las. Pomysł okazał się nienajlepszy, gdyż tuż za ostatnimi zabudowaniami skończyła się droga bita, a niebawem i gruntowa. A zatem większość leśnej trasy pokonałem piechotą pchając „bicykiel” przez sypki piasek. W końcu też trafiłem na ślad cywilizacji, bo z drugiej strony lasu polna droga miała na tyle twarde podłoże, że dało się jechać, a zatem też dojechałem na metę. Tutaj na dziedzińcu starego, częściowo zrujnowanego, zamczyska zebrał się już tłum zlotowiczów, w większości piechurów. Wszyscy razem szturmowali stoisko z kiełbaskami z rożna, a następnie zamkową restaurację z kawą. Idę o zakład, że takiego oblężenia te szacowne mury zamkowe już dawno nie widziały. Wchłonęliśmy posiłek i nieco zaspokoiwszy głód mogliśmy porozmawiać z przyjaciółmi z innych klubów rowerowych. Na szukanie złotej kaczki, która gdzieś tu podobno czeka na swojego odkrywcę nie starczyło już czasu, bo organizatorzy dziękując za udział odtrąbili koniec imprezy. Pozostało nam tylko dojechać do auta, no i wrócić do domu. Przejechaliśmy ok. 40 km w ciekawej okolicy i wiemy, że warto było tu przybyć.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Forpoczta sezonu: Dzień „Wędrowniczka”

15.04.2018

Piętnastego kwietnia, w niedzielę zorganizowałem wycieczkę na górę Tuł. Była to druga moja wycieczka pod tytułem podróż do pradziejów. W poprzednim roku odwiedziliśmy górkę w Puńcowie o nazwie Farska górka, a w tym roku Tuł, gdzie w zamierzchłych czasach - jak potwierdziły to wykopaliska archeologiczne - stała osada, której początki datowane były na schyłek epoki brązu i początek epoki żelaza - w 950 roku przed naszą erą.

Pogoda dopisała i na rynku zjawiło się sporo uczestników. Trasa biegła początkowo ulicami miasta, a że miasto jest na wzgórzach to było często pod górkę. Następnie dojechaliśmy na Mnisztwo, przez Puńców, Wielodrogę i kawałek ścieżką pośród pól dotarliśmy do domu opieki społecznej Eben-Ezer w Dzięgielowie, gdzie mieszka nasz „Seniorek”. Był bardzo uradowany naszymi odwiedzinami, a nam to również sprawiło radość, że zastaliśmy go w zdrowiu i dobrej kondycji.

Po krótkiej jeździe dojechaliśmy do restauracji pod Tułem, gdzie zatrzymaliśmy się na krótki odpoczynek. Zostawiliśmy tam rowery i dalej pieszo w 13 osób wdrapaliśmy się na szczyt góry. Wspinaczka była dosyć trudna bo górka, mimo że niewysoka, jest dosyć stroma. Idąc podziwialiśmy wspaniałe widoki, jak i budzącą się przyrodę i kwitnące kwiaty. Po zejściu ze szczytu posiedzieliśmy w restauracji, zjedliśmy co nieco, a w końcu każdy indywidualnie udał się do domu.

Leszek Szurman - "Wędrowniczek"
Galeria