Kronika imprez z 2019 roku
Spis treści
Noworoczne spotkanie rowerowe

01.01.2019

Ledwo co narodzony Nowy Roczek budził się po szaleństwach sylwestrowej nocy, otworzył zaspane oczęta i co zobaczył? Otóż, przy choince na cieszyńskim rynku zebrała się całkiem spora grupka kolarzy, zdecydowanych na udział w pierwszej wyprawie 53. sezonu kolarskiego Ondraszka. A było nas całkiem sporo, bo aż 18 Ondraszków oraz sympatyków, w tym dwóch Mikołajów. Bardzo się ucieszyliśmy, że przyjechał też R. Wałaski szef sekcji rowerowej bratniego PTTS-u z Zaolzia oraz debiutujący na naszych wycieczkach sympatyk klubu, który przypedałował aż z Zebrzydowic. Mimo problemów zdrowotnych, na spotkanie przyszła „Szykowno”, co prawda tym razem bez roweru, ale aby się z nami zobaczyć i złożyć życzenia. Na początek wymieniliśmy noworoczne czułości i zanurkowaliśmy do mikołajowej skarpety, skąd grzeczni wyciągnęli cukierki. Mimo, że było już południe to nadal nieliczni o tym czasie przechodnie i tak przecierali oczy ze zdumienia niepewni, czy widok tak sporej grupy cyklistów w pierwszym dniu roku nie wiąże się z niedawno spożytymi przez nich trunkami.

Organizator i prowadzący spacer - „Bystry” zaznaczył, że nasza wyprawa ma wyłącznie cel rekreacyjny i nie będziemy bić kilometrażowych rekordów. Objaśnił trasę i ruszyliśmy w kierunku Boguszowic. Można powiedzieć, że już tradycyjnie śniegu nie było, nawet na chwilę zaświeciło, dawno nie oglądane, słońce, ale tylko po to aby zaraz wstydliwie schować się za chmurami, z których zaczął siąpić drobny kapuśniaczek. Nam to jednak absolutnie nie przeszkadzało, najważniejsze było to, że po świątecznym lenistwie i noworocznych szaleństwach, zdecydowaliśmy się wyruszyć na rower. Przez Marklowice i Brzezówkę dojechaliśmy do Hażlacha do domu sympatycznych klubowiczów „Roztomiłej” i „Miodzia”. Przemili gospodarze, którzy z nami też jechali, zaprosili wszystkich do siebie na małe co-nieco. Tutaj również czekał na nas Gwarek, który nie zdążył dojechać na miejsce zbiórki w Cieszynie.

Wznieśliśmy noworoczny toast, gospodarze podzielili się wspomnieniami z niedawnej zagranicznej wyprawy, wspominaliśmy też co zabawniejsze sytuacje z minionych wypraw i snuliśmy plany na tegoroczny sezon. Tak, w miłej świątecznej atmosferze, to bardzo sympatyczne spotkanie powoli się kończyło i do domu wracaliśmy już indywidualnie. Mimo, że deszczyk nadal padał byłem bardzo zadowolony z udziału i przejechanych w tym sezonie na rowerze pierwszych 30 km.

PS. W dniu następnym już nawaliło śniegu i to całkiem sporo. Stąd przypuszczenie, że „czynniki wyższe” mają cieszyńskich Ondraszków w opiece.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Zebranie sprawozdawcze

25.01.2019

Co roku styczeń jest okresem zebrań, sprawozdań i podsumowań. Nasze zebranie odbyło się tradycyjnie w gościnnej sali Spółdzielni Mieszkaniowej Cieszynianka, gdzie przybyło prawie 30 klubowiczów sympatyków i gości. Gości reprezentował m.in. kol. Robert Wałaski z PTTS-u i H. Franek z zebrzydowickiej Przerzutki. Wśród obecnych klubowiczów warto odnotować obecność W. Nowaka i K. Sumery z Bielska-Białej oraz „Seniorka” A. Poloczka.

Po ogarnięciu spraw sekretariatu, co sprawnie przeprowadziła „Rozstrzapek” - M. Biłko-Holisz, prezes klubu – „Rechtór” - Z. Pawlik wszystkich przywitał i przedstawił program spotkania. Z wyboru zebranych, przewodniczącym zebrania został „Bystry” - J. Rezmer, przy pomocy Z. Pawlika jako wiceprzewodniczącego oraz J. Rezmer - sekretarza.

Blok sprawozdawczy, który rozpoczął się sprawozdaniem prezesa. Przemowa była przydługa, bo też omawiany sezon był dla Ondraszka bardzo udany. Zrealizowano w nim wszystkie zamierzenia, a i odbyło się też dodatkowo kilka ważnych wydarzeń. Wspomniano też indywidualne pomysły klubowiczów. Opisy ciekawych wydarzeń na ondraszkowym podwórku odsyłam do rzeczonego sprawozdania.

W dalszym ciągu sprawozdanie finansowe złożyła nasz skarbnik „Apanaczi” - B. Toman. Wiało z niego optymizmem jako, że w omawianym roku udało się m.in. sprzedać jeden ze sporadycznie już używanych rowerów klubowych, co też wpłynęło dodatnio na stan naszej kasy. Komisja Rewizyjna w swoim wystąpieniu pozytywnie oceniła działalność zarządu, a stosowny protokół odczytał „Gwarek” - K. Szewczyk. W sprawozdaniu Referatu Weryfikacyjnego Odznak - P. Hamera - „Paparazzi” wręczył część zdobytych odznak. M.in. dowiedzieliśmy się, że „Gocha” i „Kolyjosz” mają zweryfikowane książeczki na Rajd Dookoła Polski, a Justyna Pawlik otrzymała długo zdobywaną Małą Złotą Kolarską Odznakę Turystyczną.

W głosie dla gości wiele dobrego o naszej współpracy powiedział R. Walaski z PTTS-u deklarując większy udział własny i beskidzioków na ondraszkowych wycieczkach, nad czym utyskiwał prezes Ondraszka w swoim sprawozdaniu. Za udane współdziałanie podziękował też H. Franek z „Przerzutki” i deklarował dalsze partnerstwo w niektórych projektach.

Zdecydowanie najbardziej oczekiwanym był blok poświęcony konkursom i związanych z nimi nagrodami. Tutaj należałoby przywołać uwagę ze sprawozdania, że wyniki są nie tylko efektem zaangażowania beneficjentów konkursu, ale też ich systematyczności w dokumentowaniu osiągnięć. Jest to z kolei podstawą do klasyfikacji oraz pochodną z zajętych miejsc. I tak:

W tradycyjnym konkursie na najlepszego turystę kolarza sezonu 2018 zwyciężyli:

  1. miejsce ex aequo (niebywałe!!) „Wędrowniczek” - L. Szurman i „Olo” - A. Sorkowicz - 140 pkt
  2. miejsce „Rechtór” - Z. Pawlik - 129 okt
  3. miejsce „Bystry” - J. Rezmer - 113 pkt
  4. miejsce „Szykowno” - B. Szarzec - 103 pkt
  5. miejsce „Ośka” - J. Rezmer - 80 pkt

Duże zainteresowanie wzbudził dodatkowo ogłoszony konkurs na najciekawsze wydarzenie sezonu 2018. Na specjalnych kartach zawierających 24 klubowe imprezy tego sezonu głosowało 29 zebranych, a wyniki podsumowało powołane ad hoc jury. Okazało się, że uczestnicy wycieczek jako najciekawsze z nich wskazali:

  1. miejsce - zakończenie sezonu przy źródle Borgońki w Hażlachu (organizator „Ośka” i „Bystry”) - 73 pkt
  2. miejsce - rowerowa pielgrzymka na Jasną Górę (organizator „Rechtór”) - 61 pkt
  3. miejsce - wycieczka do słowiańskiego Białogrodu (organizator „Ziołowy”) - 57 pkt
  4. miejsce - zielonoświątkowa jajecznica (organizator „Kropelka”) - 55 pkt.
  5. miejsce - Rowerowa Sztafeta Niepodległości (organizator Przerzutka i Ondraszek) - 53 pkt

Nie trzeba dodawać, że wyróżnienie to jest jednocześnie formą podziękowania dla organizatorów za zaangażowanie w przeprowadzenie tych wypraw. Dyplom za współorganizacje Sztafety Niepodległości odebrał lider Przerzutki H. Franek. Wymienieni otrzymali pamiątkowe dyplomy, a najlepsi też nagrody rzeczowe w postaci bonów towarowych do realizacji w wybranych sklepach rowerowych.

Pozostało jeszcze rozwiązanie konkursu wprowadzonego na zebraniu sprawozdawczym za 2016 rok jako inicjatywa oddolna klubowiczów. Jest to konkurs „Klubowa 50-tka”, w którym uczestnicy pracowicie zbierali punktacje przez dwa kolejne sezony 2017 i 2018 i walczyli o pamiątkową statuetkę swego czasu wymyśloną i wyprodukowaną przez „Bystrego” - J. Rezmera, który też opiekował się konkursem i dokonał też jego podsumowania. Jako dolną granicę przyjęto 50 pkt regulaminowych.

Oto lista zwycięzców:

  1. miejsce „Wędrowniczek” - L. Szurman - 211,14
  2. miejsce „Bystry” - J. Rezmer - 198,02 pkt
  3. miejsce „Ośka” - J. Rezmer - 175,49 pkt
  4. miejsce „Olo” - A. Sorkowicz - 172,31 pkt
  5. miejsce „Rechtór” - Z. Pawlik - 144,31 pkt
  6. miejsce „Afi” - J. Pawlik - 109,30 pkt
  7. miejsce „Roztrzapek” - M. B. Holisz - 90,31 pkt
  8. miejsce „Przypon” - L. Nowak - 80,05 pkt
  9. miejsce „Smig” - P. Holisz - 72,35 pkt
  10. miejsce W. Nowak - 68,13 pkt
  11. miejsce Ł. Krawczyk - 55.06 pkt

Wymienieni otrzymali upragnione piękne statuetki oraz certyfikaty ich zdobycia.

W dalszym ciągu zebrania wręczono dyplomy Oddziału PTTK przyznane za wyjątkowe osiągnięcia w omawianym roku. Otrzymali je:

  • Jadwiga Rezmer - za wyjątkowo skuteczne poszukiwanie wsparcia Rodzinnych Rajdów Rowerowych
  • Aleksander Sorkowicz - za pomysł, przygotowanie i realizację „Dnia Dziecka z Ondraszkiem”
  • Dyplom klubu trafił z kolei do Łukasza Krawczyka za bezinteresowne materialne wsparcie „Dnia Dziecka z Ondraszkiem”.

Na koniec pochyliliśmy się wszyscy nad pomysłami na 53. sezon turystyczny Ondraszka. Po dyskusji przedstawiony plan został zatwierdzony włącznie z nieco kontrowersyjnym pomysłem realizacji kolejnej edycji rajdu rodzinnego. Zapowiedziano też kilka dodatkowych atrakcji w tym organizację balu ondraszkowego, a także możliwość rowerowej wyprawy wraz z AZT-sem do Szwecji o czym poinformował M. Bubik.

I teraz pozostaje tylko te ambitne plany zrealizować i miejmy nadzieję, że damy radę.

Spotkanie zakończyło się ok. 19:30, a więc nieco przed zaplanowanym czasem, co jest sporą zasługą prowadzącego. Jedyne co nie doszło do skutku to prezentacja sezonu przygotowana przez „Paparazziego”, i to z bardzo prozaicznego powodu: przy wypożyczaniu sprzętu do odtwarzania nie przekazano hasła dostępowego… a szkoda.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Narada Aktywu Kolarskiego woj. śląskiego Dąbrowa G.

16.02.2019

Każdego roku w miesiącach zimowych Rada organizuje spotkanie, celem wymiany doświadczeń i informacji, propagowania planowanych imprez oraz po prostu... poplotkowania i zobaczenia czegoś ciekawego. Kilka razy byliśmy też organizatorami (ostatnio w 2016 w Ustroniu) a tym razem gospodarzem była komisja turystyki kolarskiej działająca przy Oddziale PTTK Dąbrowa Górnicza.

Z Cieszyna wczesnym rankiem wyjechała delegacja Ondraszków w składzie: Ośka, Bystry, Olo i Rechtór, aby zdążyć na godz. 9:00. Miejscem spotkania było miejskie muzeum, dzięki czemu w pakiecie otrzymaliśmy historię miasta i powstającego przemysłu. Zobaczyliśmy wnętrze dawnego mieszkania robotniczej rodziny i interesujące zbiory etnograficzne z całego świata. Jak do tego dołożyć ekspozycję plenerową skansenu militarnego oraz sztolnię szkoleniową „Sztygarka” to był to prawdziwy „full-wypas”. W sztolni mogliśmy się poczuć jak adepci górniczej sztuki, choć cześć naszej grupy jako górniczy emeryci miała to już dawno za sobą.

Sztolnia powstała jeszcze za czasów zaboru rosyjskiego jako warsztaty miejscowej szkoły górniczej, w której budynku obecnie mieści się muzeum. Wędrując w podziemnych mrocznych korytarzach poznawaliśmy tajniki górniczego fachu, od czasu do czasu zahaczając kaskami o miejscami dość niski strop. A to do czasu, kiedy jeden z bardziej wyrośniętych z naszej grupy zahaczył kaskiem o nisko zawieszoną lampę, która z hukiem spadła. I tym sposobem niespodziewanie zgasił światło w całej kopalni. Zapanowała cisza i egipskie ciemności. Dawniej byłby to niemały popłoch, ale teraz... wszyscy po prostu wyciągnęli smartfony i uruchomili funkcję „latarka”.

Na koniec zaproszono nas do zaparkowanego Osinobusa, którym wirtualnie przejechaliśmy przez historię Dąbrowy od małej wioski zagubionej w puszczy po współczesność. A miastem Dąbrowę nazwał dopiero miłościwy Franc Józef I w ostatnim roku swego panowania, i wtedy też do nazwy dodano przydomek Górnicza.

Na spotkaniu zebrało się nas coś ok. 70 osób ze wszystkich zakątków województwa. Dobrze było spotkać dawno niewidzianych przyjaciół. Obrady prowadził szef Rady Marek Koba, a obecnie również przewodniczący Komisji Turystyki Kolarskiej Zarządu Głównego PTTK. Przekazał szczegóły tegorocznych planowanych imprez centralnych i międzynarodowych. Następnie M. Kotarski przedłożył optymistyczne sprawozdanie centralnego referatu weryfikacyjnego odznak. Zweryfikowano coś ze 130 odznak najwyższych stopni, z czego prawie połowę zdobyli kolarze ze Śląska, w tym też i Ondraszki. W dalszej części przy poczęstunku odbył się festiwal propozycji różnych imprez planowanych na ten rok. Również i my dołączyliśmy cegiełkę zapraszając na nasz rocznicowy rajd śladami walk 1919 planowanego na marzec br.

Po zakończeniu zebrania, już na własną rękę pojechaliśmy zobaczyć dwa ciekawe kościoły oraz pobliskie bazyliki. Niesamowite wrażenie swym ogromem zrobiła Bazylika Najświętszej Maryi Panny Anielskiej wybudowanej na przełomie wieków i ukończonej w 1912r. Co ciekawe, w związku z napływem ludności do pracy

w powstającym przemyśle wydobywczym, rozpoczęto budowę niewielkiego kościoła św. Aleksandra, który konsekrowano w 1897r. I zaraz po jego zakończeniu okazało się, że jest za mały więc po prostu dobudowano do niego potężną neogotycką bazylikę. A kościółek? - został po prostu jedną z kaplic. Drugim zwiedzanym kościołem było Sanktuarium diecezjalne w Strzemieszycach, który rozpoczęto budować w 1903r., lecz zakończono dopiero w 1959r.

I tak podbudowani wiedzą, prawie wiosenną pogodą i sympatycznym spotkaniem wróciliśmy do Cieszyna już planując najbliższe wyprawy.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Na ostatki - Ondraszkowy Bal Przebierańców

02.03.2019

Wyobraźmy sobie miejsce, gdzie srebrzysta Pani Zima spotyka się Wiosną w pięknie ukwieconym przebraniu. Zebrało się tam również sporo innych dziwnych i intrygujących postaci. Byli to para Kowbojów, Gangster z cygarem w zębach i pistoletem maszynowym w ręce, w towarzystwie Dolarówki w sukni misternie utkanej z 50 dolarowych banknotów. Zameldował się też Playboy z Kociakiem, Szejk ibn al Pawlik z walizką petrodolarów i Prawdomówną Cyganką. Ciemna Strona Mocy wystąpił w towarzystwie Flamenco, natomiast koło Znanego Reżysera kręciła się Aktoreczka. Na małej gitarce próbował brzdąkać Elton Józek, czemu się przysłuchiwali Stary Wietnamiec z Laską Niebieską, Hanka prawie Bielicka Bob Budowniczy i Ogrodnik wraz z swoim Ogródkiem.

Takie oto nietypowe towarzystwo zebrało się w stołówce studenckiej filii US w Cieszynie na ostatnim balu tego karnawału. Pamiętając o sukcesie naszej ubiegłorocznej zabawy na prośbę klubowiczów organizacji tego wyjątkowego wydarzenia po raz kolejny podjęła się „Kociak” Irena.

Stronę muzyczną oraz odpowiednie oświetlenie zapewnił DJ „Rewor” Leszek serwując starsze i nowsze przeboje, przy których świetnie się bawiliśmy. W rolę wodzireja ponownie przedzierzgnął się „Rechtór” - Zbyszek starając się zapełnić przerwy taneczne różnymi konkursami. A co na stołach? Oprócz przyniesionych napojów było tam było całkiem sporo wyśmienitego jedzonka serwowanego w formie samoobsługowego bufetu, a to wszystko za zupełnie niewielkie pieniądze.

Jest oczywiste, że poziom zabawy jest taki, jak potrafią się bawić jej uczestnicy. I tym właśnie się odznaczają klubowe bale, organizowane nie dla zysku lecz dla wszystkich, którzy lubią się dobrze zabawić, albowiem zawsze stawialiśmy na jakość przed ilością. Tegoroczny Bal Przebierańców był całkiem niewielką prywatką, lecz wszyscy jej uczestnicy w swoich przebraniach wspięli się na wyżyny pomysłowości, co skutkowało niebywale zabawnymi efektami. Kulminacją były oczywiście tajne wybory najciekawszych kreacji, czyli Królowej i Króla balu.

Ostatecznie głosami większości Królową została Pani Zima wykreowana przez Bogusię Kocan, a Królem wybrano Szejka ibn al Pawlika w interpretacji Zbyszka Pawlika. Na skroniach Królewskiej Pary wylądowały szczerozłota korona i diadem wysadzany drogimi kamieniami (przechodnie - jak zaznaczono!). Para dostojnie zasiadła na przygotowanym tronie, a reszta imprezowiczów oddała im należny hołd. Zostali też obdarowani nagrodą rzeczową jako miłą pamiątką po tym sympatycznym spotkaniu.

I tak przy tańcach, zabawach, muzyce i wspólnym śpiewaniu czas szybko płynął, i nie wiedzieć kiedy zrobiło się trochę późno lub wcześnie, zależy jak na to spojrzeć. Grubo po północy odtrąbiono zakończenie, przy którym uczestnicy oklaskami podziękowali Głównemu Organizatorowi i innym „funkcyjnym” za to wspaniałe przyjęcie. Już sobie obiecaliśmy, że za rok znów się spotkamy.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
100 lat po - śladami walk o Śląsk Cieszyński

30.03.2019 - 31.03.2019

Śmiem twierdzić, że przeciętny mieszkaniec Ziemi Cieszyńskiej miałby sporo trudności, aby odpowiedzieć na pytania np. dlaczego są dwa Cieszyny, albo czemu po drugiej stronie granicy funkcjonują w przestrzeni publicznej dwujęzyczne napisy. Dla większości Polaków termin Zaolzie kojarzy się z akcją jego odebrania Czechom w 1938r., za co zresztą już dwukrotnie swego czasu przepraszali prezydenci Kwaśniewski i śp. Kaczyński. Tymczasem, ta historia miała swoją genezę sięgającą daleko wstecz do lat 1918-1920. A wydarzenia, które kulminowały ustanowieniem granicy państwowej przecinającej dotychczas jednolity Śląsk Cieszyński, przez długie lata były skazane na zapomnienie i stanowiły temat, o którym lepiej było nie mówić.

Obecnie na fali rocznicowych obchodów, nasz klub postanowił o tym opowiedzieć przygotowując wydarzenie jakiego dotychczas jeszcze nie organizowaliśmy. Hasło rzucił najpierw M. Buława, a „Rechtór” - Z. Pawlik je twórczo rozwinął. Finalnie całość podzieliliśmy na trzy etapy: wprowadzająca prelekcja historyczna oraz dwie rowerowe wycieczki jedna po Zaolziu, a druga do Skoczowa.

Do współorganizacji zaprosiliśmy klub „Przerzutka” z Zebrzydowic oraz przyjaciół z PTTS-u w Czechach. Starostwo Powiatowe zapewniło wsparcie finansowe, a Starosta Cieszyński, Burmistrz Skoczowa i Wójt Zebrzydowic objęli patronat honorowy. Wójt dodatkowo ufundował puchary dla Juniora i Seniora rajdu, a skoczowski magistrat przekazał drobne pamiątki i ufundował rajdową odznakę. Wydarzenie to wsparł również Dyrektor Muzeum Śląska Cieszyńskiego przekazując bezpłatne zaproszenia-wejściówki dla wszystkich uczestników.

Realizację rozpoczęto już 15 marca, gdy w sali SM Cieszynianka wystąpiłem z prezentacją historyczną pod tytułem „Jak Śląsk Cieszyński (nie) wrócił do Macierzy”. Wśród ok. 60 uczestników, w większości „Ondraszków”, byli też i Beskidziocy oraz zainteresowani tematem mieszkańcy miasta. Z komentarzy umieszczonych na portalu ox.pl pod opublikowanym fotoreportażem wynikało, że temat nadal wzbudza spore emocje.

Dwa tygodnie później, w sobotę 30 marca, przy przepięknej wiosennej pogodzie w miejscu startu w Zebrzydowicach zebrał się spory peleton rowerzystów. Byli to członkowie Ondraszka, miejscowej „Przerzutki”, kolarze z jastrzębskiego „Więrcipięty”, Beskidziocy no i wiele innych sympatyków roweru. Według listy startowej było nas łącznie 61. Wszyscy otrzymali naklejki z rajdowym logo i odznakę do wpięcia. Po oficjalnym powitaniu (w imieniu gminy wystąpił H. Franek z „Przerzutki”) udaliśmy się na przykościelny cmentarz, aby zapalić znicz na mogile nieznanych żołnierzy polskich, którzy zginęli 26.01.1919r. broniąc tutejszego dworca kolejowego przed czeską agresją. Opierając się na opublikowanych wspomnieniach naświetliłem okoliczności śmierci w nieodległych Kończycach kpt. C. Hallera - najbardziej rozpoznawalnej ofiary tej wojny, a także ówczesną sytuację bojową.

Następnie podzieleni na trzy grupy i prowadzeni przez Beskidzioków dojechaliśmy do granicy państwowej w Marklowicach Dolnych i dalej przez Piotrowice i Dąbrowę dotarliśmy do Orłowej. Naszym celem była nekropolia czeskich legionistów poległych w tej ”sedmidennej valce”. Zapaliliśmy znicz pamięci, po czym przybliżyłem historię powstania tutejszej nekropolii, a także zapomnianego oficera polskiego, który wówczas na tym cmentarzu został również pochowany. Wtedy obraliśmy kierunek na Stonawę, gdzie dotarliśmy przez Górną i Dolną Suchą. Na miejscowym cmentarzu już nas oczekiwała pani Stefania Piszczyk, miejscowa emerytowana nauczycielka, a jednocześnie społeczny opiekun zbiorowego grobu ofiar. Z jej narracji wynikało, że okazały granitowy grób 20 ofiar bitwy pod Stonawą, jest już trzecim z kolei i powstał zupełnie niedawno, bo w styczniu 2019 roku. Poprzedni monument ufundował dawny mieszkaniec Stonawy dr. Pyszko, który zastąpił z kolei skromną mogiłę ziemną wykonaną ze składek mieszkańców. Historię bitwy stoczonej tutaj 26.01.1919 r. prelegentka zilustrowała przyniesionymi archiwalnymi zdjęciami oraz kroniką. Wspomniała też o inicjatywie ówczesnego proboszcza ks. Krzystka, dzięki któremu wszyscy tutaj polegli żołnierze 12 pułku piechoty ziemi wadowickiej są znani z imienia i nazwiska, które zostały wypisane na tablicy pamiątkowej. Zapaleniem znicza i chwilą zadumy uczciliśmy pamięć poległych.

W przerwie chętni do zmierzenia się z konkursem „Co wiesz o wydarzeniach z lat 1918-1920 na Śląsku Cieszyńskim” pobrali zestawy pytań opracowane przez kol. H. Szotek historyka, a jednocześnie honorowego członka naszego klubu.

Dalsza trasa zawiodła nas do sąsiednich Olbrachcic, gdzie pod tablicą upamiętniającą dwóch poległych żołnierzy Wojska Polskiego zapaliliśmy znicz pamięci. Ten etap rajdu zakończyliśmy późnym popołudniem pod zamkiem w Cieszynie. Przejechaliśmy ogółem 65 km, a więc zupełnie nieźle jak na pierwszą wyprawę nierozpoczętego jeszcze 53. sezonu.

Nazajutrz spotkaliśmy się w tym samym miejscu aby temat kontynuować. Zamówioną pogodę również dostarczono na czas, bo było ciepło i przyjemnie. Tym razem zebrało się 45 osób, przy czym część kolarzy wybrała się tylko na ten etap. Na wstępie omówiłem historię poprzedzającą wybuch konfliktu, która wydarzyła się na zamku w

dniu 23.01.1919, jak również chaotyczną ewakuację Wojska Polskiego z Cieszyna, co skutkowało zajęciem Cieszyna przez czeskie oddziały w dniu 27.01.1919r. Osobnym wątkiem była historia budowy okazałego pomnika Cieszyńskiej Nike. Zapaliliśmy u jego stóp znicz pamięci i podzieleni na dwa zespoły ruszyliśmy w drogę. Przez Puńców, Dzięgielów i Bażanowice dojechaliśmy do Goleszowa. Tutaj na cmentarzu przy kościele katolickim zapaliliśmy znicz na mogile trzech czeskich legionistów poległych 30.01.1919r. w pobliskim Godziszowie.

Następnie ruszyliśmy w kierunku Skoczowa wzdłuż ówczesnej linii frontu zbliżającej się bitwy. Pola wokół Godziszowa i Kisielowa wiele się od tego czasu nie zmieniły, więc mieliśmy wyobrażenie jak tutaj musiało wyglądać sto lat temu kiedy grzmiały armaty, wybuchały szrapnele i ginęli ludzie.

I nagle stało się coś, co w ogóle nie powinno się wydarzyć. Zjeżdżając z godziszowskiej górki trafiliśmy na stadko saren, które akurat przeskakiwały przez drogę. Część zdążyła, część zawróciła ale jedna trafiła akurat na Włodka Nowaka, który wykopyrtnął się wraz z rowerem i upadł na asfalt* Wyglądało to na tyle groźnie, że wezwano pogotowie, które zabrało go do cieszyńskiego szpitala. Rower powędrował do najbliższej chałupy, a cały nasz peleton szeroko komentując to wydarzenie ruszył do Skoczowa.

Na miejscowym cmentarzu oczekiwała już kol. H. Szotek. - z wykształcenia historyk, z zamiłowania Skoczowianka uhonorowana tytułem Zasłużonej dla Miasta Skoczowa. Jako niegdysiejszy kustosz tutejszego muzeum posiada przebogatą wiedzę na temat bitwy, toczącej się na polach między Strumieniem a Nierodzimiem w dniach 28-30.01.1919r. którą nazwano Bitwą pod Skoczowem. Została umieszczona w panteonie najważniejszych bitew na tablicy przy Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Słuchając interesującego i kontrowersyjnego wykładu zapaliliśmy znicze pamięci na wojskowych kwaterach usytuowanych w obu częściach wyznaniowych cmentarza.

Na zakończenie wycieczki zobaczyliśmy jeszcze kilka miejsc w samym mieście, a to farę ewangelicką i szkołę podstawową, gdzie w styczniu 2019 wmurowano pamiątkowe tablice, mural na całej ścianie kamienicy przy wjeździe na rynek oraz nieodległy pomnik „Naszym legionistom”. Pomnik ten, jednoznaczny w swojej wymowie jest wierną kopią pierwowzoru, odsłoniętego w tym miejscu w 1924r. i zniszczonego przez Niemców w 1939r. U jego stóp zapłonął też ostatni już znicz pamięci z logo naszego rajdu.

Aby podsumować całość udaliśmy się do pięknej sali w restauracji „Nowa Maja”, gdzie już nas oczekiwał wiceburmistrz miasta Skoczowa pan A. Bubnicki wraz z małżonką. Przedstawiciel władz miasta serdecznie nas powitał, pogratulował inicjatywy oraz podzielił się wspomnieniami z niedawnych rocznicowych uroczystości tutaj obchodzonych. kolega H. Szotek wysoko oceniła wiedzę uczestników konkursu i wytypowała dziesięć najwyżej ocenionych, których autorzy odebrali nagrody rzeczowe. Byli to:

  • Aleksander Sorkowicz - 37 pkt
  • Mariusz Bubik - 36 pkt
  • Mieczysławw Buława - 35 pkt.
  • Beniamin Sorkowicz - 35 pkt
  • Jadwiga i Jarosław Rezmer - 35 pkt
  • Mirosław Wenglorz - 34 pkt
  • Andrzej Nowak Ziołowy - 33 pkt
  • Ryszard Pawliczek - 33 pkt
  • Małorzata i Kazimierz Holiszowie - 32 pkt
  • Alicja Wlach - 30 pkt

Puchary ufundowane przez Wójta Zebrzydowic trafiły do rajdowego Seniora Stanisława Martinka (rocznik 1940) i Juniora Adama Kolondry (rocznik 2007). Finalnie naszą wyprawę zakończyliśmy wspólnym sponsorowanym posiłkiem.

Na gorąco zbierane komentarze uczestników pozwalają mieć pewność, że zainteresowani mogli się dużo dowiedzieć na ten dotychczas drażliwy i pełny niedomówień temat, który czy tego chcemy czy nie dotyczy wszystkich mieszkańców Śląska Cieszyńskiego, a zwłaszcza tych, którzy mają swoje korzenie po drugiej stronie granicznej Olzy.

Po tej wyprawie już dużo łatwiej będzie odpowiedzieć na zadane na początku tej relacji pytania, jak również walczyć z niewiedzą pozostałych, co było naszym głównym celem. W drugim dniu przejechałem 43 km.

*) w szpitalu po wykonanych badaniach okazało się, że Włodek ma obrażenia wymagające hospitalizacji i rehabilitacji więc na ok. dwa-trzy miesiące musi pożegnać się z rowerowymi wycieczkami. Szok!

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Memoriał kolarski im. M. Palowskiego

07.04.2019

Mimo dość wczesnego terminu tego rowerowego spotkania było dość ciepło i słonecznie, co na pewno wpłynęło korzystnie na ilość uczestników. Było nas łącznie coś około 40 osób, więc myślę, że Robert Wałaski miał powody do zadowolenia, albowiem jest to jedna z pierwszych wypraw organizowanych przez „Beskidzioków” pod jego zarządem. Na spotkanie przybyła również pani Prezes Halina z mężem.

Po serdecznych powitaniach i dopełnieniu niezbędnych formalności (lista obecności) w imieniu organizatora przywitała uczestników najpierw pani Halina Twardzik, a następnie wyżej wymieniony szef sekcji objaśnił, że celem dzisiejszej wyprawy są Śmiłowice w dolinie Rzyki, a nie dolina Tyry jak dotychczas bywało. Najpierw zgodnie z tradycją tej wycieczki pojechaliśmy na miejscowy cmentarz, gdzie przy mogile śp. Mariana spotkaliśmy się z jego żoną Danusią, wnukiem i przyjaciółmi. Jak co roku wygłosiłem memuar Jego pamięci. W tym roku jednak pamiętając o niedawnym jubileuszu 100-lecia urodzin Henryka Jasiczka bardzo znanego poety i działacza z Zaolzia, i prywatnie również teścia śp. Mariana - moje wspomnienie dotyczyło obu tych postaci. Jak co roku zaśpiewaliśmy hymn PTTS-u „Szumi jawor” oraz nastrojowy „Ojcowski dom”. Na życzenie uczestników spontanicznie przypomnieliśmy również ulubioną pieśniczkę Mariana, „leze kočka dirou…”, rodem z przedszkola.

No i teraz ruszyliśmy w drogę prowadzeni przez Władka Niedobę. Wyjazd opłotkami Czeskiego Cieszyna utwierdził mnie w przekonaniu, że nie wszystkie miejscowe dróżki są nam znane. Dopiero jak dojechaliśmy „Pod dzwonek” w Sibicy, wiedziałem gdzie jesteśmy. Fajną rowerową ścieżką przez Ropice i Trzycież stopniowo pnąc się w górę dotarliśmy w końcu do rzeczonych Śmiłowic. Meta wyprawy była w tutejszym centrum rekreacyjno-sportowym. Miejsce jak najbardziej przeznaczone dla większej ilości zgłodniałych rowerzystów.

Już w trakcie biesiady omówiliśmy najbliższe propozycje kalendarzowe. Uroczystym punktem programu było wręczenie St. Martinkowi zaległego pucharu seniora z niedawnej wyprawy „100 lat śladami wojny polsko-czeskiej”.

Na tym wycieczka w części oficjalnej się zakończyła i pozostało nam jeszcze wrócić. Teraz już własnymi ścieżkami, i do tego w większości z górki. Pełnię szczęścia mącił jedynie dość zimny wiatr, z którym musieliśmy się zmierzyć. Po drodze przyglądaliśmy się cudowi jako się zdarzył w Ropicy. Otóż barokowy pałac Taafów, który jak pamiętam był prawie w całkowitej ruinie zmartwychwstał! Bryła z zewnątrz wygląda bardzo przyzwoicie, i choć wewnątrz pusto, przynajmniej w tym stanie może doczekać lepszych czasów całkowitej restauracji.

Przejechałem 34 km a więc w sam raz na początek rozpoczynającej się przygody z rowerem A.D. 2019.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Dzień „Wędrowniczka” - śladami reformacji

14.04.2019

Na tą jedną z pierwszych jeszcze przed otwarciem sezonu wycieczek Wędrowniczek wziął na tapetę temat niełatwy lecz wielce interesujący, zwłaszcza w naszym regionie. Ale najpierw - nie wiem jakim sposobem - załatwił pogodę, bowiem po brzydkiej i deszczowej sobocie zaświeciło wreszcie słońce. Na rynku zebrało się zatem 19 uczestników,w tym jeden sympatyk, a piszący te słowa dotarł do peletonu już pod murami kościoła Jezusowego. W ramach zwiedzania muzeum Reformacji, które zajmuje jedną z empor (na 6 tyś osób!) tego olbrzymiego kościoła, od przewodnika - kustosza zbiorów archiwalnych - dowiedzieliśmy się wielu interesujących rzeczy. Trzeba przyznać, fakt, że luteranie przetrwali na Śląsku Cieszyńskim przez 500 lat jest wynikiem niesamowitej woli i uporu tej religijnej społeczności. Po okresie sprzyjającym kultywowaniu praktyk luterańskich - za księcia cieszyńskiego Adama III Wacława w XVII w. - nadeszły lata prześladowań, zwane kontrreformacją, które w różnym stopniu natężenia trwały przez kilkaset lat - od końca wieku XVIII aż do połowy wieku XIX - aż do czasu wydania patentu tolerancyjnego przez cesarza Austrii Józefa II. Obecnie, w dobie ekumenizmu, luteran na Śląsku Cieszyńskim jest najwięcej w Polsce (ok. 35 tyś.), mimo, że ta diecezja jest najmniejsza terytorialnie z sześciu istniejących. Starsi ludzie powiadali, że „dzierży się jak lutersko wiara kole Cieszyna” i to jest prawda.

Po zwiedzeniu nader ciekawego muzeum za przewodnikiem ruszyliśmy na eksplorację kościelnych zakamarków. Wleźliśmy wszędzie, gdzie się dało, nawet do wnętrza organów oraz na kościelny strych. I jedno, i drugie onieśmielało. Organy swoim ogromem i przemyślną konstrukcją, gdyż są napędzane powietrzem. Teraz co prawda jest do tego sprężarka, ale jakby prądu zabrakło są też czynne pedały, na których specjalny pomocnik - kalikant - przebiera nogami, aby nadąć urządzenie przypominające miech kowalski.

Na strychu zaś można było podziwiać misterną więźbę dachową sprzed 300 lat oraz niecodzienny widok na miasto, w tym na wieżę pierwszego kościoła protestanckiego im. św. Trójcy. Po tej porcji wrażeń dosiedliśmy bicykli i ruszyliśmy przez Mnisztwo by Wielodrogą dojechać do do ośrodka „Eben Ezer” w Dzięgielowie, prowadzonego przez protestanckie Diakonisy. Odwiedziliśmy przy tej okazji naszego „Seniorka”, obecnie pensjonariusza tego ośrodka. Dalszy kościół tego wyznania napotkaliśmy w Bażanowicach. Jest to stosunkowo nowy kościół pw. św. Trójcy o eleganckiej nowoczesnej sylwetce - był budowany w latach 1978-1981.

Naszą wspólną peregrynację zakończyliśmy w Cisownicy, w agroturystyce państwa Brzezinów. Zainteresowani mogli zobaczyć jak dawniej żyli ewangelicy zwiedzając ich starą „drzewiónkę” -skansen. Dopełniając treść wycieczki można było też zwiedzić ładny kościół ewangelicki w Cisownicy pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, wybudowany w tych samych latach, co świątynia w Bażanowicach.

Powrót był już indywidualny i łącznie przejechałem ok. 30 km. Kilometrów może i niewiele, ale ciekawych wrażeń sporo.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Kolarski Pierwszy Dzwonek w Jastrzębiu-Zdroju

27.04.2019

Jeszcze przed otwarciem sezonu rowerowego Ondraszka w sobotę, MOSIR i klub rowerowy „Wiercipięta” z Jastrzębia Zdroju, spowodowały, że ten dzwonek zadzwonił już po raz 13. na Rodzinnym Rajdzie Rowerowym.

Mając miłe wspomnienia z poprzednich edycji, Gwarek, Milczek i ja - Olo, postanowiliśmy w tym wziąć udział jako reprezentacja naszego klubu. Gwarek przyjechał do Jastrzębia samochodem, a ja z Milczkiem rowerami z Cieszyna. Po załatwieniu formalności, otrzymaniu koszulek i bloczków na posiłek, prezydent miasta pani Anna Hetman o godzinie 9:00 dokonała uroczystego otwarcia rajdu. Peleton liczący ponad 190 osób, pilotowany przez policję i straż miejską, objechał liczącą ok. 30 km trasę z hali w Jastrzębiu przez Borynię do mety usytuowanej na stadionie miejskim w Jastrzębiu.

Na półmetku, czyli w boryńskim pałacu uczestnicy otrzymali po wafelku Prince Polo i po krótkim odpoczynku nasz żółty peleton ruszył na metę. Tutaj zaserwowano nam grochówkę z chlebem, herbatę oraz kawę. Po posiłku rozpoczęły się konkursy sprawnościowe dla najmłodszych: tor przeszkód pokonywany bez roweru oraz rowerowy tor przeszkód dla osób starszych. Razem było sześć kategorii wiekowych, przy czym zwycięzcy w każdej kategorii otrzymywali też rowerowy dzwonek.

Ja wystartowałem w kategorii wiekowej 41 lat i starsi (rok urodzenia 1978 i wcześniejsze) i zdobyłem 2. miejsce. Moimi trofeami były: puchar, dyplom oraz gustowny komplecik filiżanka z talerzykiem na kawę.

O podium prawie otarł się i nasz Kazik – „Gwarek”, który minimalnie przegrał walkę o trzecie miejsce. Po ceremonii wręczenia nagród, zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcie, podziękowaliśmy organizatorom za ciekawą imprezę i ruszyliśmy w stronę Cieszyna. Wraz z Mariuszem – „Milczkiem” tego dnia zaliczyliśmy pełne 100 km na rowerze!

Olek Sorkowicz – „Olo”
Otwarcie 53 sezonu kolarskiego

28.04.2019

Za nami już kilka ciekawych rowerowych wypraw poprzedzających otwarcie, a wszystkim towarzyszyła piękna i słoneczna aura. Otwarcie sezonu celowo robimy pod koniec kwietnia, aby dać czas pogodzie na ustabilizowanie swoich wybryków. Jednak w ten niedzielny poranek nawet pies miałby opory aby wyjść na codzienny spacer, było bowiem zimno, deszczowo i pochmurno. Mamrocząc pod nosem ondraszkowe zaklęcie „że choćby żabami prało…” jadę na rowerze na miejsce zbiórki na cieszyński rynek od razu testując przeciwdeszczowe wdzianko.

Płyta rynku cała zabudowana budkami z jakimś jarmarcznym rękodziełem. Ondraszki, w nadspodziewanie licznej bo ok. 20-osobowej gromadce zebrały się tym razem pod laubami. Prowadzący A. Nowak - „Skryba” po ogarnięciu spraw organizacyjnych wyjaśnił, że tegoroczne otwarcie zaplanował w leczniczych jodowo-bromowych oparach dębowieckiej tężni. Uradowani tym ruszyliśmy od razu w drogę wiedząc, że przynajmniej się nie przeziębimy. Dzięki obecności reportera portalu ox.pl ten moment trafił również do Internetu.

Od ronda przy węźle przesiadkowym skorzystaliśmy z symbolicznego kawałka ścieżki rowerowej, następnie przenieśliśmy rowery w rękach przez nasyp kolejowy oraz tory i pojechaliśmy dalej obiecując sobie opisać tą nieszczęsną ścieżkę w piśmie do burmistrza miasta. Dalej już bez przeszkód, oczywiście nie licząc deszczu, wyjechaliśmy na Pikiety i przez Zamarski oraz Kostkowice dotarliśmy do Dębowca. W połowie drogi na Podlesie oczekiwał nas pan Bronisław Brudny, wiceprzewodniczący miejscowej Rady Gminy. I nie przypadkiem tutaj się spotkaliśmy albowiem było dobrze stąd widać pompę „konika”, która z trzewi ziemi wydobywała słynną solankę jodowo-bromową o rewelacyjnym składzie. Z opowieści wynikało, że historia rozpoczęła się w 1908r. przy czym nie szukano solanki lecz węgla, a dowiercono się przypadkiem do złóż gazu ziemnego. Zakończyło się to rok później spektakularną eksplozją, która rozniosła szyb po całej wiosce. Szczęściem nikt wtedy nie zginął, natomiast wraz z gazem zaczęły wylatywać w powietrze zamrożone kule solanki. Tym sposobem Dębowiec wzbogacił się o darmowe źródło ogrzewania (obecnie już na wyczerpaniu) oraz solankę, której wydobyciem i przetwarzaniem zajął się specjalnie utworzony, do dziś funkcjonujący zakład pracy.

Następnie podjechaliśmy pod zabudowania tężni. Tutaj się dowiedzieliśmy, że mały pomniczek przy drodze upamiętnia równie ważne wydarzenie z historii Dębowca tj. pierwszy zrzut „cichociemnych” z 1941r. Trzej skoczkowie wylądowali tutaj przez pomyłkę nawigatora samolotu, bo oczekiwali ich na polach... ale koło Włoszczowej. Po wielu przygodach, kontynuując swoją misję szczęśliwie trafili docelowo do Warszawy. Tym sposobem mała podgórska wioska trafiła do historii II Wojny Światowej.

I my dołożylismy coś, z czego Dębowiec może być dumny, czyli ondraszkowe chrzciny. Zaszczytu tego dostąpili dwaj „poganie” Łukasz Krawczyk i Mariusz Bubik, którzy przeszli pozytywnie ostatnią próbę i złożyli uroczyste przyrzeczenie otrzymując imiona „Śmieszek” i „Milczek”. Wiwatom nie przeszkodził nawet deszcz, który wcale nie zamierzał przestać cedzić.

Po tym przenieśliśmy się pod daszek miejscowej restauracji Solanka, gdzie została przygotowana biesiada. Podziękowaliśmy przewodnikowi za ciekawe opowieści odwdzięczając się pamiątką w postaci naszego śpiewnika oraz monografii klubu z wpisaną dedykacją. Uczestnicy z kolei otrzymali breloki z logo klubu opracowane i wykonane z inicjatywy „Paparazziego” - P. Hamery.

Po wchłonięciu porcji grilowanej kiełbaski oraz wymianie informacji o nadchodzących wyprawach zaczęliśmy się rozjeżdżać do domów. Aż nagle „Szykowno” - B. Szarzec, już z drogi zaalarmowała telefonicznie: Józek jedzie! Oto nasz podziwu godny „Niezłomny” wybrał się samotnie w tą paskudną pogodę aby powitać świętować otwarcie kolejnego sezonu. Droga powrotna była już mniej skomplikowana, bowiem pojawił się również samochodem nasz „Majster Blaszka” - J. Pilch, więc wpakowaliśmy go do samochodu wraz z rowerem.

Tak więc spokojnie mogliśmy zakończyć tą deszczową, ale jednak udaną wyprawę. Przejechałem 33 km.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Do źródła Odry - Akcja Bily Kamen poligon Libava, Czechy

01.05.2019

Zachęceni ekscytującym ubiegłorocznym rekonesansem postanowiliśmy wpisać pomysł do tegorocznego kalendarza imprez. Tym razem przyjechaliśmy czterema samochodami w 12 osobowym składzie. do miejscowości Kozlov, skąd wyruszyliśmy na poligonowe ścieżki. Mimo wcześniej godziny (było ok. 8:00) ten parking, a pewnie i pozostałe był już pełny co wróżyło spore tłumy na trasach. I tak było faktycznie, albowiem miejsce czołgów w ten piękny niedzielny poranek zajęły rowery, ale też hulajnogi oraz liczni piechurzy.

Dojechaliśmy niebawem do źródełka Odry tzn. studzienki obudowanej wiatą, skąd wypływa mały strumyczek. I ciężko było uwierzyć, że po przebyciu 850 km ten strumyczek wpływa do morza jako potężna, druga co do wielkości rzeka w Polsce. Jesteśmy na wys. 650 m n.p.m. w Górach Odrzańskich (Odeřske Vrchy) i trzeba przyznać, że nasza trasa doskonale to odzwierciedlała, gdyż 12% podjazdy i zjazdy też się zdarzały. Minęliśmy pałacyk Bores, który jest wykorzystywany jako miejsce sztabowe. Otoczona drutem kolczastym teraz wygląda jak mała twierdza, lecz po detalach widać, że to obiekt zabytkowy. Jestem jednak pewny, że konserwator zabytków na widok elewacyjnych przeróbek dostałby co najmniej palpitacji serca. W centrum poligonu jest Velka Střelna – niegdyś piękna wieś obecnie teren działobitni artyleryjskich. Jedynym obiektem jest teraz wojskowy budynek obserwacyjny położony na wzgórzu i z ładnym widokiem,w tym roku był niestety niedostępny. Mijając kolejne strzelnice do różnego rodzaju broni dojeżdżamy do Libavy - miasta niegdyś garnizonowego, a obecnie cywilnej enklawy w tym wojskowym areale. Przez cały rok senne małe miasteczko, w ten jeden dzień staje się rowerowym centrum całego regionu. Zapewne najbardziej się z tego cieszą tutejsi restauratorzy sądząc po tłumach i kolejkach przed stoiskami garmażeryjnymi. Warto było zobaczyć kolekcję różnych przedmiotów pozostałych po dawnych mieszkańcach zebraną w starym wiatraku oraz wystawę o nich w dawnym kościele zamienionym przez armię na magazyn. I jedno i drugie było poruszające. Mieszkańcami tego regionu byli bowiem osadnicy niemieccy sprowadzeni już w XIVw. Mieszkający tu od pokoleń autochtoni w 1946r. jako Niemcy sudeccy zostali siłą wyeksmitowali do Niemiec, i w 1947r. utworzono obecny wojskowy poligon. Z czasem wszystkie zabudowania licznych (ok.20) i pięknych wiosek się rozsypały i pochłonęła je przyroda. Obecnie pozostały pomniki postawione przez potomków dawnych mieszkańców, zatopione w zieleni podmurówki domów, resztki cmentarzy i zdziczałe drzewa owocowe. Pod tym względem przypomina to Bieszczady, skąd również wyeksmitowano wówczas Łemków i Bojków, ale z zupełnie innych powodów.

Odwiedziliśmy również miejsce skąd z białego kamienia rozciągał się wspaniały widok na okolicę. Biały kamień okazał się pomalowanym wapnem wielką bryłą piaskowca, co wiąże się z dotyczącą tego legendą. Kto jest jej ciekawy, niech odwiedzi Odrzańskie Góry w przyszłym roku.

Ze wsi Stara Voda do naszych czasów dotrwał kościół. Piękny, postawiony w barokowym stylu wchodzący w skład ówczesnych zabudowań klasztornych. Niegdyś był celem licznych pielgrzymek obecnie restaurowany, również dzięki finansowej pomocy Niemców. Zwiedzających uderza mnogość pamiątkowych napisów pisanych wyłącznie cyrylicą na pokrytych polichromiami, lecz zdewastowanych kościelnych ścianach. Według przewodnika, cały poligon w 1968r. - czyli po interwencji Układu Warszawskiego w ówczesnej Czechosłowacji - został wydzierżawiony Armii Radzieckiej, której żołnierze przyjeżdżali tutaj odbyć służbę i z nostalgii za rodzinnymi stronami wyskrobywali te napisy. Poligon został zwrócony w 1993r. a przewodnik samokrytycznie stwierdził, że dewastacji nie dokonali żołnierze ZSRR lecz wcześniej tutaj „urzędująca” Armia Czechosłowacka. Ta poczuwając się do winy przeznaczyła sporo środków finansowych, aby odbudować stojącą opodal kaplicę z źródełkiem z cudowną wodą, co w pełni się udało. Dowiedzieliśmy się również, że miejsca kultu (kościoły, cmentarze) zostały wyłączone z poligonu co umożliwia reaktywację ich pierwotnego przeznaczenia - np. msze św., lecz na razie okazjonalnie.

Przy wjeździe zostaliśmy zobowiązani do opuszczenia poligonu do godz. 16:00, wiec był już czas najwyższy, aby obrać drogę powrotną. Częściowo powtarzając trasę, nie bez przygód (wymiana dziurawej dętki) po przejechaniu 55 km wreszcie dotarliśmy jako jedni z ostatnich, do naszego parkingu. I pomimo zmęczenia wiemy, że było warto.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
Tatra - nie tylko piwo, lecz muzeum samochodów!

12.05.2019

W miejsce proponowanej w kalendarzu imprez wyprawy Szlakiem Wielkiej Wojny polsko-krzyżackiej 1409-1411 jako młody, świeżo upieczony przodownik turystyki kolarskiej - „Olo” - zaproponowałem wycieczkę nieco bliżej, ale też w interesujące miejsce do Kopřivnic . Plan jaki sobie założyłem był obfity w wiele atrakcji turystyczno-historycznych, jednak padający od rana deszcz mocno te plany zweryfikował. Powstało nawet pytanie, czy w ogóle wyprawa dojdzie do skutku. Pojechałem jednak na wyznaczone miejsce zbiórki czyli dworzec w Czeskim Cieszynie i ku mojemu wielkiemu zdziwieniu zebrało się aż sześciu „nieprzemakalnych”. Razem zaplanowaliśmy scenariusz tej wyprawy i pojechaliśmy pociągiem o godz. 7:41 do Frydku-Mistku. Skład tej odważnej grupy tworzyli: Szykowno, Gwarek, Paparazzi, nowo mianowany Milczek, Krzysiek z Zebrzydowic oraz prowadzący Olo.

Zaraz na początku nieco pomyliłem trasę lecz z pomocą pośpieszył niezawodny Paparazzi ze swoją nawigacją wyprowadzając nas z miasta do wsi Hukvaldy. Odcinek ten przebiegał po ścieżce rowerowej leśnej, kamienistej, błotnistej oraz asfalcie i chociaż nasze rumaki wyglądały jak świnki wytaplane w błotku przy padającym deszczu to dobry humor i tak nas nie opuszczał. Piękne krajobrazy, pola kwitnącego rzepaku jak dywany i ekstremalna trasa z przygodami sprawiły, że cieszyliśmy się, że nie zrezygnowaliśmy z wyprawy. Jednak prawdziwe atrakcje dopiero były przed nami. Po przyjeździe do Hukvaldów wstąpiliśmy do piekarni na małe słodkie „co nieco”, a następnie zwiedziliśmy kościół powołania św. Maksymiliana, gdzie był ochrzczony Leoš Janaček. Jako młody chłopak grał w tym kościele na organach. Kościół został zbudowany w stylu barokowym w XVIIIw. Następnym punktem programu był jego dom rodzinny, gdzie urodził się w dniu 03.07.1854r. Leoš Janaček był wybitnym czeskim kompozytorem, twórcą wielu oper np. Przygody Lisiczki Chytruski, utworów orkiestrowych, fortepianowych i kameralnych. Po studiach w Pradze, Lipsku i Wiedniu został dyrygentem Filharmonii w Brnie i założycielem szkoły organistów. Zmarł 12.08.1928r w szpitalu w Ostrawie.

Ostatnim punktem eskapady był zamek Hukvaldy i pomnik Lisiczki Chytruski. Zamek zbudował Franco z Huckeswagen w XIIIw. I stał się centrum państwa hukwaldzkiego a następnie własnością biskupów ołomunieckich. W 1762r zamek spłonął i opustoszał. W 1948r. został upaństwowiony. Zamek Hukvaldy był jednym z największych obiektów na Morawach i do dziś robi na turystach wielkie wrażenie. Wycieczka w Czechach bez knedli, czoskuli czy smażonego sera z frytkami z dobrym piwem nie byłaby udana, więc wracając z zamku wstąpiliśmy do gospódki gdzie nadrobiliśmy te zaległości. Po obiedzie postanowiliśmy lokalną drogą wrócić do Frydku-Mistku, bo i tak dalej cedziło i nie było sensu kontynuować wyprawy. O 15:35 wyjechaliśmy pociągiem do Czeskiego Cieszyna w nieco okrojonym składzie bo „Szykowno”, „Milczek” i „Gwarek” wracali samochodem.

Na koniec wycieczki w samochodowej myjni wykąpaliśmy nasze bicykle i wróciliśmy do domu. Przejechałem ok. 40 km. Zgodne stwierdziliśmy, że i tak było warto jechać i może powtórzymy tę wycieczkę, ale tym razem już zaliczając Kopřivnice i Šramberk.

„Olo” - Aleksander Sorkowicz
XXII Rowerowy Rajd Rodzinny

26.05.2019

Po fali nieustających opadów dnia 26 maja 2019r. w tzw. „oknie pogodowym” odbyła się XXII edycja Cieszyńskiego Rodzinnego Rajdu Rowerowego, zorganizowanego przez TKK PTTK „Ondraszek”. Komandorem rajdu był Aleksander Sorkowicz – „Olo”. Patronat honorowy nad tym wydarzeniem objęli: pani Gabriela Staszkiewicz - Burmistrz Miasta Cieszyna, pani Sylwia Branny - Wójt Gminy Goleszów oraz pan Ryszard Mazur - Honorowy Prezes Oddziału PTTK „Beskid Śląski” w Cieszynie.

Celem rajdu było propagowanie czynnego wypoczynku na rowerze jako środka integrującego rodzinę oraz poznanie walorów krajoznawczych Ziemi Cieszyńskiej, a zwłaszcza urokliwych terenów gminy Goleszów. W rajdzie udział wzięło ok. 70 uczestników. Byli to przedstawiciele kilku pokoleń od wnuków po dziadków.

Start zorganizowano na terenie Hali Widowiskowo-Sportowej im. Cieszyńskich Olimpijczyków. Osobne stoisko przygotowała również Straż Miejska, na którym w ramach prowadzonej od ubiegłego roku akcji, zainteresowani mieli możliwość specjalnego oznakowania swoich rowerów zapobiegającego ich kradzieży.

Obecny na starcie Honorowy Prezes Oddziału PTTK w Cieszynie - pan Ryszard Mazur - przekazał słowa uznania uczestnikom, życząc pozytywnych wrażeń i bezpiecznego pokonania trasy. Do życzeń w swojej wypowiedzi nawiązał również Zastępca Burmistrza Cieszyna - pan Krzysztof Kasztura, który jednocześnie był uczestnikiem rajdu. Następnie uczestniczącym w imprezie matkom z okazji Ich Dnia złożono serdeczne życzenia, poparte drobnym upominkiem.

Prezes klubu - Zbigniew Pawlik – „Rechtór” - przekazał szczegółowe informacje o trasie i jej atrakcjach. Zgodnie ze scenariuszem trasę można było pokonać indywidualnie biorąc udział w rowerowej grze terenowej, bądź zgodnie z przepisami ruchu drogowego w niewielkich grupach na kilku trasach przygotowanych i pilotowanych przez działaczy klubowych. Gra terenowa polegała na zlokalizowaniu w terenie miejsc według mapy startowej i finalnie odgadnięciu zaszyfrowanego hasła. Z tym zadaniem postanowiło się zmierzyć osiem zespołów. W celu udzielenia ewentualnej pomocy technicznej, bądź medycznej, oczekiwał przygotowany samochód techniczny. Wszystkie trasy liczyły po ok. 20 km i prowadziły na metę zlokalizowaną w Goleszowie na górze Chełm. Na symboliczny sygnał startowy Ryszarda Mazura wyruszono w drogę. Na trasie uczestnicy zostali poczęstowani smakowitymi wafelkami „Prince Polo” i po ok. dwóch godzinach wszyscy dotarli na metę, gdzie otrzymali ciepły posiłek.

Następnie przystąpiono do realizacji zaplanowanego bloku konkursów. Rozegrano następujące konkurencje, w których zwyciężyli:

  • Synchroniczny bieg w workach (konkurs dla dzieci):
    1. Weronika Kula,
    2. Sebastian Pieczonka,
    3. Milena Chrapek.
  • Konkurs „pompowania dętki na czas w rowerowym kole”:
    1. Łukasz Krawczyk,
    2. Marek Gazur,
    3. Wacław Pieczonka.
  • Konkurs rzutu oponą:
    1. Mirosław Kula,
    2. Grzegorz Sawka,
    3. Aleksander Sorkowicz.
  • Konkurs rzut lotkami do tarczy:
    1. Marek Gazur,
    2. Grzegorz Sawka,
    3. Piotr Hamera.
  • Konkurs znajomości z przepisów ruchu drogowego dla rowerzystów
    1. Marian Wlach,
    2. Aleksander Sorkowicz,
    3. Wacław Pieczonka.
  • Konkurs rodzinne odgadywanie hasła:
    1. Sebastian i Barbara Pieczonka,
    2. Radosław i Łukasz Pawlik,
    3. Marcin i Grażyna Socha.

Zwycięzcy powyższych zmagań konkursowych otrzymali nagrody rzeczowe.

Przybyły na metę pan Rafał Glajcar - Zastępca Wójta Gminy Goleszów - w imieniu władz gminnych powitał serdecznie uczestników rajdu, pogratulował kondycji i zapraszał do częstszego penetrowania uroczych zakątków tej niezwykle gościnnej gminy, w tym w ramach następnych rajdów tego typu. Należy zaznaczyć, że już niejednokrotnie klub Ondraszek korzystał z gościnności i przychylności tutejszych władz. Wystarczy wspomnieć, że kolejne edycje rajdów rodzinnych w 2017 i 2018 roku odbyły się właśnie na terenie gminy: w Goleszowie, Równi oraz Cisownicy.

Najbardziej oczekiwaną częścią imprezy było niewątpliwie wręczenie głównych nagród w następujących kategoriach:

  1. W kategorii „Najliczniejsza Rodzina Rajdowa” puchar ufundowany przez Burmistrza Miasta Cieszyna otrzymała czteroosobowa rodzina państwa Prochotów z Cieszyna.
  2. W kategorii „Uczestnicy z najdalszych miejscowości” piękne statuetki ufundowane przez Wójta Gminy Goleszów trafiły do uczestników przybyłych z Zebrzydowic, Goleszowa oraz Cisownicy.
  3. W kategorii „Najliczniejsza grupa zorganizowana” puchar ufundowany przez Honorowego Prezesa Oddziału PTTK „Beskid Śląski” w Cieszynie zdobyła grupa reprezentująca Klub Żeglarski PTTK „Sternik” działająca przy wyżej wymienionym oddziale.
    Wyróżniono również rajdowych juniorów:
  4. W kategorii „Rajdowego Juniora”, czyli najmłodszego rowerzysty, który samodzielnie pokonał trasę nagrody rzeczowe otrzymali dwaj Juniorzy: Sebastian Pieczonka oraz Mateusz Zielke.
  5. W kategorii „Najmłodszy uczestnik rajdu” słodką niespodziankę wręczono 2,5 letniemu Radkowi Pawlik (rocznik 2016), który przejechał trasę wraz z ojcem i dziadkiem.

Wszystkie zespoły uczestniczące w grze terenowej odszyfrowały prawidłowo hasło „W plenerze najlepiej na rowerze” i otrzymały drobne upominki ufundowane przez Gminę Goleszów.

Piękną pamiątką z tego sympatycznego rowerowego wydarzenia, oprócz wspomnień, pozostaje niewątpliwie ładny okolicznościowy proporczyk, który wszyscy uczestnicy otrzymali w ramach świadczeń.

Przy organizacji rajdu niezbędną pomocą wykazały się instytucje i firmy wymienione poniżej:

Urząd Miejski Cieszyn ,
Urząd Gminy Goleszów,
Mondelez Polska Oddział Cieszyn
i innych.

oraz dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu wielu członków Turystycznego Klubu Kolarskiego PTTK „Ondraszek”, którzy zapewnili pełną organizację oraz obsługę tego wydarzenia.

Fotoreportaż z tego wydarzenia jest także dostępny na stonie ox.pl.

Zbyszek Pawlik - "Rechtór"
Galeria
II Rowerowy Dzień Dziecka

02.06.2019

Dnia 2. czerwca 2019r., przy pięknej pogodzie, z okazji Dnia Dziecka zorganizowano wycieczkę rowerową dla dzieci wraz z opiekunami na trasie Cieszyn-Puńców. Start zorganizowano na płycie rynku, a metę na boisku LKS w Puńcowie. Szkoły podstawowe w Cieszynie otrzymały wyprzedzająco komplet informacji o tej inicjatywie, a w tygodniu poprzedzającym została zaanonsowana w „Wiadomościach Ratuszowych”, mediach społecznościowych i na afiszach rozmieszczonych na słupach cieszyńskiej sieci informacji wizualnej.

Celem rajdu była promocja turystyki rowerowej wśród najmłodszego pokolenia, poznanie walorów krajoznawczych okolicy, popularyzacja wiedzy o swoim mieście oraz przypomnienie praw i obowiązków rowerzysty w ruchu drogowym.

Patronat honorowy nad imprezą objął Burmistrz Miasta Cieszyna pani Gabriela Staszkiewicz oraz Starosta Cieszyński pan Mieczysław Szczurek. Komandorem rajdu był „Olo” - Aleksander Sorkowicz. W rajdzie udział wzięło ponad 50 dzieci wraz z opiekunami, a obsługę zapewnił 9-osobowy zespół klubowych działaczy. O godz. 10:00 kolorowy peleton wystartował w kierunku ul. J. Łyska, przy czym w miejscach newralgicznych bezpieczeństwo zapewnił patrol Straży Miejskiej. Przed wyjazdem na trasę dokonano podziału uczestników na małe grupki poruszające się zgodnie z przepisami ruchu drogowego, a ich przejazd pilotowali klubowi działacze.

Dłuższy postój odbył się w Puńcowie w skansenie powozów państwa Lacelów, gdzie gospodarz zaprezentował swój ciekawy i bogaty zbiór powozów oraz innych eksponatów prezentujących dawne rzemiosło i sprzęty używane w gospodarstwie. Następny postój zaplanowano przy zabytkowym kościele powołania św. Jerzego, którego 500-lecie uroczyście obchodzono w ubiegłym roku. Historię tej cennej świątyni interesująco przybliżył ksiądz proboszcz.

Po przybyciu na metę uczestnicy otrzymali ciepły posiłek Na wstępie Zbigniew Pawlik - prezes klubu - przekazał kilka uwag dotyczących zasad poruszania się rowerzysty w ruchu drogowym w oparciu o przykłady wzięte z życia.

Następnie rozegrano następujące konkursy, w których zwyciężyli:

Konkurs rzutkami ringo

  1. Maksymilian Słonka,
  2. Tymoteusz Turoń,
  3. Tomasz Boruta.

Konkurs „łowienie rybek w suchym stawie”

  1. Piotr Piotruszek,
  2. Tomasz Boruta,
  3. Nina Kosek.

Konkurs rowerowy tor przeszkód kat. chłopcy

  1. Tomasz Boruta,
  2. Maksymilian Słonka,
  3. Filip Penkala.

Konkurs rowerowy tor przeszkód kat. dziewczęta

  1. Nina Kosek,
  2. Zosia Ryszkowska,
  3. Gabrysia Urbańczyk.

Konkurs wiedzy „Czy znasz swoje miasto”

  1. Maksymilian Słonka,
  2. Dominik Weres,
  3. Marcin Socha.

Konkurs odgadywanie hasła

  1. Tomasz Boruta,
  2. Maksymilian Słonka,
  3. Zosia Ryszkowska.

Zbiorowym wysiłkiem rozwiązano również hasło zaszyfrowane w okolicznościowej krzyżówce. Zwycięzcy w konkursach otrzymali nagrody rzeczowe. Puchar dla najmłodszego uczestnika jadącego na rowerze otrzymał Dawid Golasowski, a nagrodę rzeczową dodatkowo Robert Kowalczyk. Nagrodzono również najmłodszego uczestnika rajdu. Był nim Sebastian Werez (rocznik 2016). Puchar Burmistrza Miasta otrzymała 7-osobowa reprezentacja Szkoły Podstawowej nr 1.

Na zakończenie wszyscy mali uczestnicy zostali obdarowani drobnymi pamiątkami, a rodzice i opiekunowie mapami Ziemi Cieszyńskiej, które z powodzeniem mogą służyć planowaniu następnych samodzielnych wypraw rowerowych. Rajd mógł zostać zrealizowany dzięki życzliwej pomocy następujących instytucji oraz firm:

  • Urządu Miejskigo w Cieszynie,
  • Starostwa Powiatowego z Cieszyna,
  • Pizzerii „Palermo” Cieszyn,
  • Sklepu jubilerskiego „Kleoptara”,
  • Sklepu rowerowego „Totem”,
  • oraz innych.
a zwłaszcza dzięki bezinteresownemu zaangażowaniu członków Turystycznego Klubu Kolarskiego „Ondraszek”, którzy zapewnili pełną organizację oraz obsługę tego wydarzenia.
Zbigniew Pawlik - Prezes TKK PTTK „Ondraszek”
Galeria